 | Grzegorz W Lizbonie byłem w 1998 roku, w porze roku, która nam się chyba nie najlepiej kojarzy - była to połowa listopada. W Portugalii po długim, suchym i upalnym lecie zaczyna się pora deszczowa, która następnie kończy się i w listopadzie wraca ładna pogoda. Naprawdę nie wiem czy to jest jakaś reguła klimatyczna, ale tak mi mówiono.
|
My mamy swoją „złotą polską jesień” a Portugalczycy nazywają ten listopadowy okres „latem świętego Marcina”. My zwykle o tej porze roku mamy jesienną deprechę. A tam – w dzień 28 C, wieczorem 22-25C, czyli pogoda jak latem, tyle, że .....po 17 robi się ciemno.
Krótki dzień i letnia pogoda dawały uczucie jakiegoś odrealnienia. W Lizbonie jest jeszcze jeden „czynnik odrealniający” – przez środek miasta przechodzi skarpa o wysokości 4-5 pięter. Niektóre ulice kończą się ślepo obok zabytkowych wind sprzed stu lat wywożących na górny poziom, a niektóre pną się pod kątem 30-35 stopni. I po tych stromych, zabytkowych uliczkach jeżdżą wahadłowo tramwaje na trójkątnych podwoziach.
Byłem tam 3 dni, wolne miałem tylko wieczory i włóczyłem się po mieście nocami. Znam właściwie tylko nocną Lizbonę. Ponieważ lubię wsiąknąć w miasto i poczuć jego klimat, podobają mi się takie miejsca jak np. zapuszczone zaułki Barri Gotic w Barcelonie, klaustrofobiczne kaniony ulic średniowiecznego getta w Gironie, czy zaułki starej Lizbony właśnie.
Kolega, z którym tam byłem miał takie samo podejście. Mówi – chodź, pójdziemy do jakiejś prywatnej podrzędnej knajpy w jakimś zaułku, zjemy jak tutejsi, poczujemy klimat. No więc poszliśmy na ukos pod górę przez stare miasto. Trafiliśmy do jakiejś knajpki z 5 stolikami przy takiej ukośnej ulicy; szef kuchni, kelner i właściciel w jednej osobie znał tylko portugalski, w kwestii menu dogadaliśmy się tylko że bierzemy „fish” (jedyne słowo, które wspólnie znaliśmy - my i gospodarz) i wino „tinto de la casa” (chociaż to też nie po portugalsku....). Dostaliśmy dziwną zupę, w której pływały jakieś kawałki głowonoga – nawet nie wiem co jadłem. Okazało się, że "fish" znaczy mniej więcej tyle co "wyjęte z wody" ;-)
Po tym „tinto” ulica przez szybę wydawała się jeszcze bardziej ukośna i te tramwaje przejeżdżające na ukos jeszcze bardziej nierzeczywiste. Obok siedzieli robotnicy, którym po fajrancie nie spieszyło się do domu. W końcu....”-obrigado”, „-obrigado”, i klimatyczny wieczór się skończył.......
Taka była pierwsza noc w Lizbonie. Drugą noc spędziliśmy na spacerach po Alfamie. Jest taka dzielnica w Lizbonie która nie cieszy się dobrą sławą ale jest bardzo urokliwa. Jest w człowieku jakiś taki wewnętrzny mechanizm, że będąc z daleka od domu, będąc nie do końca świadomym potencjalnego niebezpieczeństwa, potrafi je zignorować i zauroczyć się jakimś podłym zakątkiem. Czasem przemknie myśl „są takie miejsca w moim mieście; nigdy bym tam nie poszedł”, ale przecież teraz zwiedza się niezwykłe okolice ;-)
Trochę tak właśnie było z Alfamą. To jest ogólnie rzecz ujmując biedna dzielnica, za dnia urocza, nocą dla obcych może okazać się szorstka. Nam się jednak udało, nic złego nas nie spotkało.
Alfama - dzielnica starych kamienic, wąskich, krętych uliczek położona na wzgórzach. Te uliczki wiją się, biegną ostro pod górę, zamieniają się w schodki, krzyżują się pod kątem ostrym itp. Ponieważ to wszystko jest położone na (nie pamiętam już) jednym lub kilku wzgórzach, to nigdy nie wiadomo, czy uliczka biegnąca łukiem i ginąca za rogiem kamienicy, za zakrętem biegnie dalej do góry, czy tak samo ostro w dół. A może ulicy już tam nie ma, tylko szerokie na 2 metry schody? Kiedy się stanie w takim miejscu, że widać narożnik domu, który ma np.70 stopni, po lewej ulicę biegnącą w górę pod kątem 30 stopni a po prawej biegnącą pod takim samym kątem w dół, to ma się wrażenie jakiegoś skrzywienia perspektywy. Brakuje tylko półpłynnych zegarów zwisających z parapetów. Dodatkowo krajobrazowi Alfamy niezwykłości dodają ruiny zamku na szczycie wzgórza.
Błądząc po tych zaułkach i labiryntach i szukając takich miejsc, w których jeszcze nie byliśmy, natknęliśmy się na tę samą grupkę robotników, których widzieliśmy w knajpie poprzedniego dnia - chyba szukali lokalu. Poczułem się jakbym był u siebie i spotkał znajomych ;-)
Jeszcze parę słów o języku portugalskim, który jest dla mnie niezwykle piękny, między innymi dlatego, że go nie rozumiem. ...Te miękkie „sz” i „cz”, te głoski, pojawiające się co chwilę w różnych wyrazach, niby twarde, a w ich ustach miękkie, po prostu pieszczą uszy. Właśnie pieszczą ;-) A kiedy mówi kobieta... A kiedy kobieta śpiewa... Zwłaszcza Fado…
Oczywiście zdjęcia nie pochodzą sprzed kilkunastu lat. Udało mi się wrócić do Lizbony w 2011 roku. Tym razem, wiosną, Alfama nocą pachniała kwiatami drzew pomarańczowych. Odżyły wspomnienia, udało się odwiedzić te same miejsca, przedeptać te same uliczki. Ale Lizbona się nie nudzi, Lizbona wciąga. W kwietniu jadę ponownie.
Lisboa - obrigado...
| |
| szukaj w FotoLizbona |
Na stronie znajdują się opisy oraz fotografie z najciekawszych i wartych odwiedzenia miejsc w Lizbonie: zabytki, atrakcje turystyczne, hotele, kawiarnie, restauracje, muzea. Wszystkie zdjęcia oraz materiały z przewodnika po Lizbonie i Portugalii są chronione prawem autorskim. Kopiowanie oraz wykorzystanie materiałów o Lizbonie, które znajdują się na tej stronie jest możliwe wyłącznie w porozumieniu i za zgodą autorów. Lizbona | Zdjęcia | Lizbona Zdjęcia Ślubne | Portugalia | Linki | Kontakt | Mapa StronyPolecane Strony: Fotograf, Tłumaczenie Piosenek, Oryginalne Życzenia, Wyjazd do Lizbony, Wyjazd do Portugalii, Rezerwacja Hoteli, Rejsy MorskieLisboa, Lissabon, Lisbon, Lisbona, Lisabon, Лиссабон, लिस्बन, Lisabona, Лисабон, Лісабон, Lizbon, Lispoa, لزبن, リスボン, Lisboua, Lisszabon, ലിസ്ബണ്, Lisbon-a, Lizboa, لىسبون, Łisbóna, ליסבאן, 里斯本, ลิสบอน, Lisbuna, Lizbůna, லிஸ்பன், Lisbun, Lizbona, ლისაბონი, Λισαβόνα, Лиссабон ош, Lisbono, Горад Лісабон, লিসবন, Lissabon (Hauptstadt), لشبونة, ܠܫܒܘܢܐ, لیسبون, Lisbonne, Lisbòn, Lîsabon, Olisipo, ליסבון, Լիսաբոն, Lisbone, Liospóin, Likepona, Lisbonn-a |